wtorek, 7 stycznia 2014
Dysleksja? Wydumany problem.
Spotykam się ze stwierdzeniem, że dysleksja mojego syna jest przeze mnie wymyślona. Dziecko jest inteligentne tylko leniwe.
Pomimo dostarczenia do wychowawcy klasy mojego syna zaświadczenia o wysokim ryzyku dysleksji, nigdy nie był on inaczej traktowany.
Traktowany jest raczej jak uczeń, który byle jak pisze i robi błędy spowodowane pośpiechem. Nauczyciel nie zastanawia się, nad przyczyną gubienia liter, przekręcania wyrazów.
Niestety takie traktowanie mojego syna wyrządza mu krzywdę. Nie oczekuje taryfy ulgowej dla niego ma umieć, wszystko co jest wymagane, czasem na niektóre rzeczy potrzebuje on więcej czasu.
Jakie są moje oczekiwania wobec środowiska:
- mój syn jest normalnym dzieckiem
- mój syn potrafi zrobić to co inni
- mój syn nie potrzebuje wytykania mu błędów w sposób go upokarzający
- mój syn nie potrzebuje wyśmiewania
- mój syn nie potrzebuje uwag w stylu "piszesz jak kura pazurem"
- mój syn nie potrzebuje stwierdzenia "jesteś fajtłapą"
Co potrzebuje mój syn:
- zrozumienia, że rzeczy proste dla innych nie muszą być proste dla niego
- czasu, spokoju i cierpliwości
- dokładnego wytłumaczenia mu błędów
- podniesienia go na duchu, gdy wydaje mu się że jest głupi i do niczego się nie nadaje
Jaki jest mój syn:
- bardzo emocjonalnie do wszystkiego podchodzi (denerwuje się gdy coś mu nie wychodzi)
- chce robić wszystko tak jak inni
- bardzo inteligentny
Z czym ma problem mój syn:
- z koordynacją ruchową
- z ładnym pisaniem i rysowaniem
- z zamianą literek
- z rozróżnieniem prawo lewo
itp.
Błędów jakie popełnia wychowawca mojego syna w moim przekonaniu jest dużo. Najbardziej denerwujące jest to, że są to drobne rzeczy, które strasznie mu przeszkadzają.
Błędy nauczyciela:
- piszemy w zeszycie w kratkę nie w trzy linie (nie potrafię tego zrozumieć)
- czytanki w klasie 2 nie są już potrzebne dziecko umie już czytać
- każdy błąd traktowany tak samo, bez znaczenia co miało być sprawdzane (przestawienie literek, zgubienie ogonka to taki sam błąd jak błąd ortograficzny)
- dziecko musi nauczyć się odróżniać prawo - lewo
- nie można skreślać, należy zmazywać (po kilku próbach zmazania czegokolwiek nic już nie widać)
Pomimo tych wszystkich ograniczeń mojemu synowi w szkole idzie wg. mojej oceny bardzo dobrze. Oceniany jest w skali od 1 do 10. Ocena 10 zdarza mu się bardzo często, czasami są oceny troszkę niższe, 9 lub 8. Oczywiście zdarzają się i niższe oceny, ale są to najczęściej wpadki, które mój syn jak najszybciej sam chce poprawiać.
Mogłoby się wydawać, że jeżeli mu tak dobrze idzie na testach i sprawdzianach to wcale nie jest dyslektykiem. Pisałam, że nie traktuje syna ulgowo musi umieć tyle co inni (oczywiście w ramach rozsądku) okupione jest to jednak dużym wkładem pracy. Żal mi syna gdy widzę jak wali się pięścią w głowę, że nie może tego zapamiętać, że nic nie umie i do niczego się nie nadaje. Każda jego dobra ocena (7,8 czy 9 to też dobra ocena) jest przeze mnie bardzo miło odbierana, cieszymy się z niej razem.
Za słabsze oceny nie jest krytykowany, omawiamy patrzymy co było nie tak i uzupełniamy braki.
Może i problem dysleksji jest przeze mnie zbyt wydumany, ale i oczekiwania nie są zbyt duże. Należy jednak mieć na uwadze to że każde dziecko dyslektyczne ma specyficzne problemy i w różny sposób nasilone. Żadnego dyslektyka nie należy traktować tak samo, należy dostosowywać swoje podejścia do konkretnych objawów.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz